Dlaczego magazynowanie energii elektrycznej stało się bardziej opłacalne niż oddawanie jej do sieci?

Jeszcze kilka lat temu właściciele instalacji fotowoltaicznej w Polsce działali według prostego schematu – produkować jak najwięcej energii i nadwyżki oddawać do sieci elektroenergetycznej. System opustów oraz późniejszy net-billing sprawiały, że inwestycja w panele była opłacalna nawet bez zmiany nawyków zużycia prądu. Dziś ta logika wyraźnie się odwraca. Zmiany kierunkowe w programie Mój Prąd oraz ewolucja zasad rozliczeń pokazują, że priorytetem stało się maksymalne wykorzystanie energii na miejscu, a nie wprowadzanie jej do sieci. W praktyce oznacza to przełom – magazyn energii przestaje być opcjonalnym dodatkiem, a coraz częściej staje się kluczowym elementem całego systemu, decydującym o realnych oszczędnościach i przewidywalności rachunków. Skąd ta zmiana i dlaczego właśnie teraz jest tak istotna? O tym w dalszej części analizy.

Program Mój Prąd zmienia zasady gry – autokonsumpcja zamiast nadprodukcji

Najważniejszy sygnał dla rynku pojawił się w edycji 6.0. Instalacje zgłoszone po 1 sierpnia 2024 roku mogły otrzymać dofinansowanie do paneli tylko wtedy, gdy były wyposażone w magazyn energii. To bardzo czytelny komunikat – państwo nie chce już finansować instalacji produkujących nadwyżki trafiające do sieci w południe.

Dlaczego? Ponieważ system elektroenergetyczny ma dziś odwrotny problem niż kilka lat temu – nadmiar energii słonecznej w określonych godzinach. W południe powstaje gigantyczna produkcja, której nikt nie zużywa, a wieczorem brakuje mocy. Z punktu widzenia energetyki krajowej idealny prosument to taki, który produkuje energię lokalnie, przechowuje ją i zużywa wtedy, gdy jej potrzebuje. A to oznacza jedno – kluczową wartością staje się poziom autokonsumpcji.

Dobrze zaprojektowana instalacja nie polega już wyłącznie na montażu paneli. Projektuje się profil zużycia domu, dobiera pojemność baterii i dopiero wtedy ustala moc instalacji. W efekcie energia zaczyna pracować na rachunki, a nie na statystyki produkcji.

Efekt Kaczki

Wraz z rozwojem fotowoltaiki w Polsce i na świecie pojawia się coraz więcej pojęć, które dotychczas nie były znane. Jedno z nich to krzywa kaczki. Termin ten jest używany w produkcji energii elektrycznej na skalę przemysłową, a po raz pierwszy zastosował go Karen Edson z Kalifornijskiego Niezależnego Operatora Systemu w 2012 roku. Najlepiej efekt ten obrazuje wykres. Gdy krzywe nałożymy na dwie osie, tworzą one właśnie kaczkę.

Rysunek 1 Autor: synergy.net.au/ Materiały prasowe

W przypadku korzystania z fotowoltaiki, wzrost produkcji energii ze słońca powoduje obniżenie zapotrzebowanie na „zwykłą energię”, natomiast wywołuje większe zapotrzebowanie na energię w godzinach wieczornych. W czasie największego nasłonecznienia, czyli między 8 a 16 dochodzi do efektu zwanego krzywą kaczki. W przypadku nowych warunków net-billing, cena energii właśnie wtedy jest największa jak jest największy popyt na energię.